Znasz to uczucie, kiedy siedzisz nad czymś już zdecydowanie za długo. Projekt jest gotowy. Grafika działa. Treść spełnia swoją rolę. A mimo to ręka sama sięga po myszkę z myślą: „jeszcze tylko trochę poprawię”.
Nie wiem jak Ty, ale ja znam to aż za dobrze.
I właśnie w takich momentach zasada Pareto przestaje być teorią z prezentacji, a zaczyna być bardzo osobistym doświadczeniem. Nie o liczbach. O energii. O napięciu. O tym, dlaczego tak trudno nam odpuścić, nawet gdy już jest dobrze.
Zanim zasada Pareto trafiła do książek o rozwoju i zarządzaniu czasem, była zwykłą obserwacją świata. Pod koniec XIX wieku Vilfredo Pareto zauważył, że około 20% populacji posiadało blisko 80% ziemi i dóbr. Bez ocen. Bez recept. Po prostu fakt.
Dziś widzimy ten sam mechanizm w dużo większej skali:
niewielki procent ludzi na świecie kontroluje większość kapitału i zasobów,
kilka firm generuje ogromną część globalnych zysków,
mała liczba decyzji gospodarczych wpływa na życie milionów ludzi.
Nie zawsze jest to dokładnie 80/20. Czasem 90/10, czasem 70/30.Ale sens pozostaje niezmienny: świat działa w oparciu o nierówny rozkład wpływu i efektów. I właśnie od tego momentu ta obserwacja przestaje być ekonomią, a zaczyna być pytaniem o nasze własne życie.
Na co dzień żyjemy tak, jakby wszystko miało podobną wagę. Każdy mail. Każde zadanie. Każda drobna sprawa.
Tymczasem:
kilka zadań w pracy odpowiada za większość realnych efektów,
kilka relacji daje nam większość poczucia bliskości i bezpieczeństwa,
kilka momentów w ciągu dnia decyduje, czy wieczorem mówimy: „to był dobry dzień”.
Reszta? To często tło. Szum. Wypełniacz. Problem nie polega na tym, że te pozostałe sprawy istnieją. Problem zaczyna się wtedy, gdy traktujemy je wszystkie z taką samą powagą — jakby każda minuta miała identyczne znaczenie emocjonalne i życiowe.
Mały spoiler: nie ma.
Na etacie bardzo łatwo jest rozciągnąć realną efektywność na osiem godzin. Zadanie, które przy skupieniu zajęłoby godzinę, magicznie wypełnia pół dnia. Bo spotkania. Bo „jeszcze zerknę”. Bo tak się po prostu robi. Przy własnej działalności to złudzenie znika szybciej niż kawa z ekspresu. Nagle widzisz czarno na białym:👉 to nie ilość działań robi różnicę, tylko ich trafność. I zaczynasz zauważać, że naprawdę ważne rzeczy dzieją się w krótkich, intensywnych momentach. Reszta to często dopieszczanie… głównie własnego poczucia kontroli.
Perfekcjonizm długo był moim sojusznikiem. Teoretycznie.
Chronił mnie przed zwracaniem uwagi. Przed konfrontacją. Przed czyimś: „Ej, to można było zrobić inaczej”. Obiecywał bezpieczeństwo:
„Jak zrobisz to perfekcyjnie, nikt się nie przyczepi”.
Problem w tym, że on nie wie, kiedy skończyć zmianę. Grafika jest już czytelna. Projekt działa. Przekaz jest jasny.Ale perfekcjonista szepcze:„Jeszcze jeden detal. Jeszcze trochę.” I gdzieś w tym wszystkim zaczyna ginąć sens. A czasem… drugi człowiek. Moment przełomowy nie przychodzi nagle. To raczej seria cichych odkryć, że wkładasz 120% energii, a efekt rośnie o 2%. I że to już nie jest jakość. To jest napięcie.
Jest jeszcze jedna przestrzeń, w której 80/20 widać boleśnie wyraźnie — bliskie relacje.
Kilka osób daje nam większość wsparcia, spokoju i poczucia bycia widzianym. Reszta relacji… bywa głośna, angażująca, ale emocjonalnie pusta. I tu często pojawia się pytanie:
dlaczego tak bardzo inwestuję w te 80%, które dają mi tak niewiele?
Odpowiedź rzadko jest logiczna. Częściej emocjonalna.I właśnie dlatego Pareto nie jest narzędziem do optymalizacji ludzi, tylko lustrem do zobaczenia siebie.
Nie jako trik na „robienie więcej”.Raczej jako pytanie:
Co naprawdę robi różnicę?
Małe ćwiczenia potrafią otworzyć oczy:
które z moich wszystkich działań realnie poprawiają mi nastrój?
które z moich wszystkich zadań pchają sprawy do przodu?
które z moich wszystkich momentów sprawiają, że dzień jest „dobry”?
Zaskakująco często odpowiedź mieści się w kilku punktach.
Dla mnie zasada Pareto dzisiaj oznacza chęć znalezienia tych 20% działań, które dają 80% efektów — na każdej płaszczyźnie życia. Po to, żeby żyło się lepiej. I żeby z większym dystansem patrzeć na pozostałe 80%. 🙂
Bo świat nie jest równy. Nasza energia też nie. I może to wcale nie jest wada — tylko zaproszenie do uważniejszego życia.
No bo przyznaj…czy naprawdę wszystko musi być tak samo ważne?
psychology.point.of.view@gmail.com
669 527 045