LINK

a person holding up a sign that says hello
08 lutego 2026

Dlaczego mądrzy ludzie wierzą w bzdury?

Siedzę sobie ostatnio w kawiarni, takiej z modnymi loftowymi lampami i kawą, która kosztuje tyle co mały przegląd techniczny auta. Stolik obok: para w ogniu dyskusji o nowym modelu elektrycznego SUV-a. On, z wypiekami na twarzy, cytuje parametry przyspieszenia, ona – z miną detektywa tropiącego spisek – wyciąga z czeluści internetu artykuł o tym, że baterie i tak wybuchają. Co najciekawsze? Oboje patrzą w te same ekrany, czytają te same raporty, ale każde z nich wyławia tylko to, co pasuje do ich wizji świata. On widzi postęp i ekologię, ona widzi pułapkę i spisek koncernów. Państwo też tak mają, że jak już sobie coś wbiją do głowy, to nagle cały świat, od algorytmu Facebooka po panią w mięsnym, zdaje się krzyczeć: „Tak, masz rację, jesteś genialny”?

 

Lustereczko powiedz przecie, kto ma rację w internecie?

 

W psychologii nazywa się to dumnie „błędem konfirmacji”, ale ja wolę o tym myśleć jako o takim wewnętrznym filtrze do kawy. Wrzucasz tam całą masę faktów, liczb i opinii, ale sitko jest tak ustawione, że do filiżanki wpada tylko to, co nam smakuje. Reszta – te wszystkie niewygodne fusy, które mogłyby nam popsuć humor albo zmusić do zmiany zdania – ląduje w koszu. To nie jest zła wola. To nasze mózgi, te leniwe bestie, próbują oszczędzać energię. Po co mamy się męczyć i przebudowywać cały światopogląd, skoro można po prostu zignorować to, co do niego nie pasuje? To takie „trzeszczenie w głowie”, kiedy fakty zaczynają psuć nam komfort bycia nieomylnym.

 

Gdy rzeczywistość psuje nam narrację

 

No i tu jest pies pogrzebany. Myśleliśmy, że jesteśmy tacy racjonalni, tacy oświeceni, uzbrojeni w smartfony i dostęp do całej wiedzy ludzkości w kieszeni spodni. A tymczasem okazuje się, że im więcej mamy informacji, tym bardziej stajemy się... uparci. Zamiast szukać prawdy, szukamy potwierdzenia. To trochę jak z kupowaniem nowej pary butów, o których wiemy, że są za drogie i pewnie niewygodne. Co robimy? Przeszukujemy dziesięć stron z opiniami, aż w końcu znajdziemy tę jedną, gdzie ktoś napisał: „Warto było!”. I cyk, sumienie czyste, karta płatnicza w ruchu. Jesteśmy architektami własnych baniek, w których wszystko gra, dopóki ktoś nie zacznie zadawać zbyt trudnych pytań.

 

Guru w kapciach też się myli

 

Żeby nie było, że się tutaj mądrzę z pozycji eksperta – ja też wpadam w te sidła regularnie. Ostatnio uparłem się, że pewna marka telefonów jest „jedyną słuszną”, bo przecież jest intuicyjna. Kiedy kolega pokazał mi parametry konkurencji, które biły mój sprzęt na głowę, co zrobiłem? Czy pokiwałem głową z uznaniem? Skądże! Stwierdziłem, że te cyferki są „sztucznie pompowane przez marketing”, a on się po prostu nie zna na designie. Wybrałem sobie jedną cechę, która mi pasowała, i zbudowałem wokół niej barykadę, której nie przebiłby nawet czołg merytorycznych argumentów. Bo przyznanie się do błędu boli bardziej niż przepłacony abonament.

Zostaw sobie margines na błąd

 

Z czym Państwa zostawiam? Kiedy następnym razem poczujecie tę błogą pewność, że tylko Wy macie rację, a reszta świata dziwnym trafem pobłądziła – uśmiechnijcie się do siebie pod nosem. To tylko nasze stare, poczciwe mózgi próbują nas pogłaskać po ego. Może warto im czasem zrobić na przekór i sprawdzić, co słychać po drugiej stronie barykady? Choćby tylko po to, żeby zobaczyć, jaki tam mają widok.

psychology.point.of.view@gmail.com

669 527 045