LINK

a person holding up a sign that says hello
27 lutego 2026

Sokrates przy niedzielnym obiedzie, czyli dlaczego plotka smakuje lepiej niż mizeria?

Znasz to uczucie, gdy podczas niedzielnego obiadu ciocia nagle odkłada widelec, zerka na boki, czy dzieci na pewno poszły już do ogrodu, i zniżonym głosem mówi: „Słuchaj, bo Grażyna mi mówiła, że u nich to się nie przelewa...”? I nagle ten kotlet mielony staje się jakby ciekawszy. Zamiast skupić się na smaku mizerii, zaczynamy analizować stan konta dalekiej kuzynki, o której nie myśleliśmy od trzech lat. No i człowiek tak siedzi, z policzkami wypchanymi jedzeniem, i nagle staje się ekspertem od cudzych porażek. Przecież to ludzkie, prawda? Ten mały dreszczyk satysfakcji, że u nas – mimo wszystko – firanki są bielsze, a problemy jakby mniejsze.
 

Cały na biało, choć pewnie w zakurzonych sandałach

No i tu wchodzi on, cały na biało, choć pewnie w dość zakurzonych sandałach – Sokrates. On miał na to sposób, który dzisiaj nazwalibyśmy pewnie zaawansowanym systemem filtrowania spamu, tyle że bez abonamentu. Chodzi o legendarne „trzy sita”. Wyobraźcie sobie, że każda informacja, która chce wpaść nam do głowy, musi przejść przez taką potrójną warstwę gęstej gazy. Pierwsze sito to Prawda – czy to, co niesiesz, to fakt, czy tylko echo echa, które usłyszałeś u fryzjera? Drugie to Dobro – czy to, co mówisz, buduje, czy tylko robi komuś pod górkę? I trzecie, moje ulubione: Pożytek. Czy ja naprawdę muszę to wiedzieć, żeby moje życie było choć o milimetr lepsze? To nie jest żadna fizyka kwantowa, to po prostu higiena umysłu. Zamiast wciągać każdą informacyjną kluchę jak odkurzacz, Sokrates proponuje nam rolę wybrednego konesera, który sprawdza datę ważności każdego zdania.

 

Pułapka "półprawdy" w pełnym słońcu

Myśleliśmy, że jesteśmy tacy nowocześni, racjonalni i odporni na manipulacje, a tymczasem daliśmy się zapędzić w kozi róg mediów społecznościowych, gdzie te sita mają dziury wielkości młyńskich kół. Dzisiaj „prawdą” jest to, co ma najwięcej lajków, „dobrem” jest poczucie, że jesteśmy lepsi od tego gościa z ekranu, a „pożytkiem”... cóż, pożytkiem jest to, że przez pięć minut nie musimy myśleć o własnych nieumytych oknach. Wydaje nam się, że bycie „poinformowanym” to obowiązek, a tak naprawdę często jesteśmy po prostu przeładowani śmieciami, których Sokrates nie wpuściłby nawet do przedpokoju. Ironia polega na tym, że im więcej mamy narzędzi do sprawdzania faktów, tym rzadziej z nich korzystamy, woląc szybki strzał dopaminy z nowej, soczystej ploteczki.

 

Uważność jako recepta

Przyznaję się bez bicia – ja też czasem daję się na to nabrać. Zdarza mi się „tylko na chwilkę” zerknąć na jakiś portal, żeby dowiedzieć się, kto z kim zerwał albo co głupiego powiedział jakiś celebryta, a potem orientuję się, że minęła godzina, a ja czuję się, jakbym zjadł kilogram waty cukrowej. Brzuch pełny, ale wartości odżywczych zero. Czuję wtedy to lekkie pieczenie pod kopułą, ten dysonans, że przecież miałem być taki świadomy, a znów dałem się złapać na haczyk taniej sensacji. To jest ta chwila, kiedy moje prywatne sita leżą gdzieś zakurzone w kącie, a ja piję informacyjną wodę z kałuży, bo była pod ręką i ładnie się mieniła w słońcu.

 

Mniej znaczy czyściej

Zostawiam Państwa z tą myślą przy wieczornym myciu zębów: a gdyby tak jutro, zanim puścimy dalej newsa o szwagrze, nowej diecie cud albo skandalu w urzędzie, zrobić sobie sekundę przerwy? Wystarczy jedno małe mrugnięcie okiem do samego siebie i pytanie: „Czy to sito w ogóle to przepuści?”. Bycie niedoskonałym i ciekawskim to ludzka rzecz, ale bycie świadomym filtrem to już wyższa szkoła jazdy. Nie musimy wiedzieć wszystkiego o wszystkich – czasem największym luksusem jest błoga niewiedza o rzeczach, które i tak nie mają znaczenia. Sokrates pewnie uśmiechnąłby się pod nosem, widząc nas z tymi smartfonami, i przypomniał, że spokój ducha zaczyna się tam, gdzie kończy się cudza plotka.

Może spróbujemy jutro przesiać choć jedną wiadomość, zanim podamy ją dalej?

psychology.point.of.view@gmail.com

669 527 045